Końcówka lat 40. XX wieku nie była dobrym okresem dla lotniska w podrzeszowskiej Jasionce. Z nie do końca jasnych przyczyn zawieszono cywilne połączenia, w 1949 zlikwidowano rzeszowski oddział Polskich Linii Lotniczych „LOT”. Samoloty pasażerskie powróciły na Jasionkę dopiero dwa lata później.
Pierwszy - po przerwie - wylot rejsowego samolotu do Warszawy miał miejsce 15 czerwca 1951 roku. Wydawałoby się, że takie wydarzenie jak przywrócenie stałego połączenia lotniczego ze stolicą powinno odbić się szerokim echem i być odpowiednio fetowane. Nic bardziej błędnego.
W organie Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - „Nowinach Rzeszowskich” w tych dniach, na 1 stronie, dominowały nagłówki typu: „Nierozerwalna solidarność z walczącymi o pokój masami pracującymi świata" czy „Robotnicy leningradzcy natchnieni słowami Stalina budują największe turbiny na świecie”. Wiadomość o wznowieniu połączeń doczekała się jedynie niewielkiej wzmianki i to chyba tylko ze względu na udział w tym wydarzeniu lokalnych towarzyszy:
- W dniu 15 bm. na lotnisku w Jasionce nastąpiło uroczyste otwarcie stałej komunikacji lotniczej między Rzeszowem a Warszawą. Na uroczystość przybyli m.in. dyrektor naczelny PLL „Lot” tow. Minowski, przedstawiciel Ministerstwa Komunikacji Drogowej i Lotniczej tow. Koszyk, kier. Wydz. Komunikacyjnego KW PZPR w Rzeszowie tow. Purak, wiceprzewodniczący Prezydium Woj. Rady Narodowej ob. Ostrowski, sekretarz KM PZPR w Rzeszowie tow. Gazda oraz przedstawiciele miejscowego społeczeństwa. Po przemówieniach powitalnych przecięcia wstęgi dokonał tow. dyr. Koszyk po czym nastąpił 15-minutowy lot nad okolicą Rzeszowa. Następnie pięknie wyposażony i komfortowy samolot PLL „Lot” wyruszył w swój pierwszy przelot do Warszawy. W ten sposób Rzeszów uzyskał codzienne, najszybsze i najekonomiczniejsze połączenie ze stolicą.
W pierwszej połowie lat 50. XX wieku bilety na lot do stolicy można było kupować albo w siedzibie rzeszowskiego „Orbisu” na ul. 3 Maja, albo bezpośrednio na lotnisku. Rejs do Warszawy w tamtych czasach trwał według rozkładu 1 godzinę i 25 minut. W kwietniu 1954 roku samolot do Warszawy wylatywał z Jasionki o godzinie 6.30, zgodnie z planem przylatywał na Okęcie o 7.55. Powrotny lot z Warszawy był o godzinie 16.30, powrót do Rzeszowa o 17.55. Ciekawostką jest fakt, że autobus wiozący pasażerów na poranny rejs do stolicy wyjeżdżał spod rzeszowskiego „Orbisu” zaledwie pół godziny przed odlotem. Formalności związane z odprawą ograniczone musiały być więc do minimum, można przypuszczać wręcz, że odpraw w dzisiejszym tego słowa znaczenia w ogóle nie było.
9 marca 1955 roku uruchomiono nowe Biuro Miejskie PLL „LOT” w Rzeszowie. Jego siedziba znajdowała się przy ulicy Wróblewskiego 7 (wcześniej, a i obecnie ulica Kolejowa). Oddział był czynny codziennie od godziny 7 do 17. Można było tu nabyć bilety, nadać bagaż i skorzystać z transportu na lotnisko. Jednocześnie zlikwidowano wcześniejszą możliwość kupowania biletów w miejscowym „Orbisie”. Szczęśliwcy, którzy mieli w tamtych czasach możliwość odbywania zagranicznych wojaży, mogli w Rzeszowie kupić także bilety na międzynarodowe połączenia z innych krajowych lotnisk. Oficjalny komunikat „LOT”-u informował:
- O godz. 8.10 odjeżdżać będzie stąd /Wróblewskiego/Kolejowa - przyp. autora/ autobus PLL „Lot” na lotnisko. Koszt biletu do Warszawy wynosi 129 złotych. Dla dzieci przewidziane są zniżki. Pasażerowie mogą zabierać 10 kg bagażu podręcznego bezpłatnie. Przyjmowane będą poza tym do przewozu paczki - opłata za 1 kg - 1,02 zł. Rezerwuje się także miejsca na przeloty z Warszawy do innych portów lotniczych.
Rozkład lotów do i z Warszawy dość często ulegał zmianom, zazwyczaj wraz ze zmianą czasu z letniego na zimowy i odwrotnie, ale korekty zdarzały się i w innych okresach.
Bywały one irytujące dla pasażerów i na pewno negatywnie wpływały na zainteresowanie lotami, zwłaszcza gdy zmniejszały radykalnie czas możliwego pobytu w Warszawie między przylotem do stolicy a odlotem do Rzeszowa. I tak np. według rozkładu obowiązującego od 1 stycznia 1958 samolot lądował w Warszawie o godzinie 9.00, natomiast pasażerowie pragnący wrócić tego samego dnia musieli zdążyć na autobus, który wyjeżdżał na Okęcie z placu Konstytucji ok. godz. 13 (maszyna startowała o 13.45). Na załatwienie spraw w stolicy zostawały więc ledwie 4 godziny, wliczając w to dojazdy i przejazdy. Ponad rok później, w marcu 1959, zapewne po licznych skargach i interwencjach, dokonano korekty rozkładu i odlot z Warszawy do Rzeszowa następował dwie godziny później.
Flota samolotów „LOT”, latających także z Rzeszowa, obejmowała w tamtym okresie takie maszyny jak: Li-2, DC-3, Ił-12B (od 1949) i Ił-14 (od 1955 roku). Przez szereg lat samoloty na trasie Jasionka-Warszawa latały dwa razy dziennie: rano do stolicy, popołudniu powrót. Przez krótki czas, w połowie lat 50. było odwrotnie, ale nie zdało to egzaminu. Okazjonalnie, zazwyczaj w okresie natężonego, świątecznego ruchu, dokonywano radykalniejszych zmian. I tak np. w 1956 roku, 22 grudnia, zorganizowano dwa loty do Warszawy i dwa powrotne, w Wigilię dwa do stolicy i jeden powrotny, zaś 26 grudnia tylko jeden z Warszawy (bez lotu do stolicy).
Obowiązująca w 1955 roku cena prawie 130 złotych za lot do Warszawy nie była niska. Przeciętna emerytura - według danych Głównego Urzędu Statystycznego - wynosiła 277 złotych, zaś średnia pensja kształtowała się w granicach 1000 złotych. Można przypuszczać, że nawet dysponując odpowiednią gotówką niełatwo było się wówczas dostać na pokład samolotu. Transport lotniczy dostępny był wówczas tylko dla nielicznych szczęśliwców. Według oficjalnych danych od stycznia do października 1957 lotnisko w Jasionce obsłużyło ok. 4500 osób, największe nasilenie ruchu miało miejsce w czerwcu (500 osób) i lipcu (570 osób). Dla porównania: w 2016 roku Port Lotniczy Rzeszów-Jasionka obsłużył ponad 664 tysiące pasażerów. Pamiętajmy jednak, że to były zupełnie inne, także pod względem rozwoju cywilizacyjnego, czasy. Cały „LOT” w połowie lat 50. przewoził rocznie ok. 80 tysięcy pasażerów. Ówczesny „LOT”- owski statystyk z sobie wiadomych powodów zajął się nawet płcią podróżujących. Wyszło mu, że prawie 70 procent pasażerów to mężczyźni.
Ale lotnisko służyło nie tylko pasażerom lotów rejsowych. W 1956 roku rzeszowski „LOT” zainicjował ciekawą akcję, mającą umożliwić większej liczbie mieszkańców wzniesienie się w przestworza. 21 października tegoż roku uruchomione zostały tzw. loty okrężne nad Rzeszowem. Krótki przelot nad miastem kosztował 30 złotych, bilety można było nabyć w biurze „LOT”-u oraz w zakładach pracy organizujących zbiorowe, podniebne wycieczki.
W tamtych czasach ogromną bolączką, zwłaszcza przy słabo rozwiniętej komunikacji samochodowej, było dotarcie na lotnisko, mimo niewielkiej odległości dzielącej je od Rzeszowa. Problemy potęgowały się jeszcze w czasie niepogody. Zimą 1954 roku Rzeszowszczyznę nawiedziły srogie mrozy i zamieci śnieżne, niemal odcinając Jasionkę od świata zewnętrznego. I tak rzadko jeżdżące autobusy zostały unieruchomione. Pasażerowie i pracownicy personelu lotniczego musieli docierać na lotnisko saniami konnymi lub nawet na... nartach. O dzielnym przezwyciężaniu pogodowych niedogodności pisała lokalna prasa, chwaląc tutejszych lotników:
- Skutki surowej zimy nie przestraszyły zespołu pilotów i obsługi, która przezwyciężając mrozy, śnieg i wicher wykonywała swoje zadania. Do wyróżniających się pilotów należy zaliczyć Długaszewskiego, Hemkę, Stachurskiego, Bielskiego i Miezina. Dużą pomocą w wykonywaniu lotów była niezawodna osłona lotniskowej stacji meteorologicznej, która pod kierownictwem ob. Ślusarczyka należycie spełniała swoją rolę. Pomimo ciężkich warunków atmosferycznych jakie panują, pasażerowie mogą korzystać z usług Rzeszowskiego „LOT-u” dzięki ofiarnej pracy pilotów i całej obsługi.
Przez pewien czas w środowiskach lotniczych panowało przekonanie, że z Rzeszowszczyzny nie da się czy też nie można wykonywać dalszych lotów. Kłam temu zadawali rzeszowscy piloci. Spory rozgłos uzyskał pilot miejscowego aeroklubu Stanisław Porada, który 16 maja 1954 roku przeleciał na szybowcu „Jaskółka” trasę 345 kilometrów do Białegostoku. Ten wyczyn miał o tyle duże znaczenie, że przyczynił się do uzyskania pierwszego „rzeszowskiego” diamentu do złotej odznaki szybowcowej. Zaledwie kilka dni później, 28 maja, ten sukces powtórzył Antoni Schabowski.
Lata 50. XX wieku to zresztą początek wielkich sukcesów Aeroklubu Rzeszowskiego - sąsiedztwem, ale często i personalnie związanego z portem lotniczym. Pierwszy barak miejscowego oddziału tej organizacji oraz pierwszy hangarek znajdowały się w miejscu, gdzie później postawiono „starą”, funkcjonującą do 2012 roku, halę odlotów. Wielu aeroklubowych wychowanków trafiło w przyszłości do PLL „LOT” lub innych linii, pracowało w usługach lotniczych na całym świecie.
Kapitan Antoni Schabowski zdobywając w 1956 roku złoto akrobatycznych mistrzostw Polski rozwiązał prawdziwy worek medali, trafiających w kolejnych latach do rzeszowian. Na ustach lotniczej Polski - oprócz Schabowskiego - byli wówczas tacy, związani z ARz, piloci jak Marian Złamaniec, Roman Przepióra, Wiesław Wiśniewski i Michał Rajzer. Do historii akrobatyki lotniczej przeszła słynna „bieszczadzka różyczka” w ich wykonaniu. Triumfy święcił w tym czasie także spadochroniarz Bolesław Gargała (zmarły w lipcu 2017), przez 16 lat trener kadry narodowej, wychowawca pokoleń wybitnych skoczków, twórca potęgi polskiego spadochroniarstwa.
Lotnisko w Jasionce było też świadkiem wielu miłych jubileuszy. Oto 11 listopada 1957 roku fetowano tu Mariana Henkę - radiooperatora pokładowego PLL "Lot", pierwszego rzeszowskiego lotnika, który przekroczył milionowy kilometr na pasażerskich liniach lotniczych. „Nowiny" pisały o jubilacie:
- Heńka rozpoczął pracą w "Locie" w 1949 r. - początkowo jako radiooperator naziemny, zaś w 1952 roku przeszedł do służby powietrznej. Od tego czasu ma na swoim koncie przeszło 4 tys. godzin lotów i milion kilometrów. Nasz milioner latał na wielu samolotach pasażerskich Li-2, Dakota, Ił-12 i Ił-14. Jego głos znają wszystkie porty lotnicze w kraju, zna Paryż, Sztokholm, Moskwa, Kopenhaga, Sofia - wszystkie lotniska, gdzie tylko kursują polskie samoloty. Heńka jest nie tylko „milionerem” - jest także jednym z bardzo nielicznych ludzi na świecie, którzy... do pracy dojeżdżają samolotem. Bo nasz jubilat po prostu nie otrzymał mieszkania w Warszawie, która jest głównym miejscem jego pracy, skąd do domu ma niecałe 300 km. Mieszka więc w Rzeszowie wraz z żoną i milutką córeczką, Lucynką.
Lotnisko w Jasionce ożywiało się i ściągało tłumy widzów szczególnie przy okazji obchodzonego tradycyjnie w okolicach 23 sierpnia Święta Lotnictwa. W 1955 roku huczne imprezy z tej okazji organizował w Głogowie Małopolskim, Boguchwale i Jasionce Zarząd Miejski Ligi Przyjaciół Żołnierza - protoplasty dzisiejszej Ligi Obrony Kraju, masowej organizacji stawiającej sobie za cel umocnienie więzi Narodu z Wojskiem Polskim i przysposobienie ludności, zwłaszcza młodzieży, do obrony Kraju. Oprócz znaczenia propagandowego i w zamyśle przygotowania do spodziewanego, zbrojnego starcia ze światem zachodnim, Liga spełniała szereg pożytecznych zadań, prowadząc m.in. kursy nauki jazdy czy zajęcia radiotelegraficzne, żeglarskie, strzeleckie, szermiercze i szereg innych.
Reporter "Nowin" barwnie relacjonował imprezę z 1955 roku:
- Wprawione w ruch śmigła zataczały coraz szybsze kręgi. Samolot odlatywał. Kilkanaście metrów przejechanych po trawie znaczyło kierunek jego odlotu. Odległość od ziemi zwiększała się z każdą sekundą - krajobraz stawał się miniaturowy. Lotnisko jest rozległe. W pewnej odległości od startu grupa najmłodszych miłośników lotnictwa trenuje na szybowcach. Patrząc na nich jesteśmy przekonani, że już niedługo niejeden z nich wsiądzie na prawdziwy samolot, na razie jednak cierpliwie ćwiczą. Oto właśnie „wyczepia” się szybowiec Leszka Kucińskiego. Uwagę naszą absorbuje wzbijający się i przeskakujący z chmurki na chmurkę szybowiec. Leszek Kuciński podpora rzeszowskiego aeroklubu uzyskał przewyższenie ponad 3.300 m zdobywając ostatni warunek do złotej odznaki z diamentem.
Zapomnianym faktem jest, iż przez pewien okres Aeroklub Rzeszowski korzystał także z powstałego w czasie II wojny światowej prowizorycznego lądowiska w Zalesiu (dawniej przedmieścia, dzisiaj dzielnica Rzeszowa). I tu czasem odbywały się duże imprezy, wygodniejsze dla mieszkańców ze względu na szybsze i łatwiejsze możliwości dotarcia. Tak było m.in. we wrześniu 1957 roku, gdy główną atrakcją rzeszowskiego Święta Lotnictwa był pokaz zaprezentowany przez wojskowe samoloty odrzutowe wykonujące na niebie widowiskowe beczki, pętle, przewroty, loty na grzbiecie i nawroty bojowe.
O ile o samych lotniskach, jako obiektach strategicznych, pisano niewiele, skrzętnie chroniąc przed imperialistycznymi agentami chowanych tam tajemnic wojskowych, o tyle rozwijające się lotnictwo było narodową chlubą, udowadniającą wyższość Polski Ludowej nad II Rzeczpospolitą. "Nowiny Rzeszowskie" pisały w obowiązującym wówczas, propagandowym stylu:
- W odróżnieniu od okresu przedwojennego, lotnictwo nasze znajduje coraz szersze zastosowanie w gospodarce narodowej. Kilka lat temu było to jeszcze u nas rzeczą nieznaną, ale dziś samoloty coraz częściej wykonują zadania, które wprawiają niejednego z nas w zdumienie. Tak więc samoloty nasze walczą ze stonką, ze szkodnikami leśnymi, chronią sady. Pomagają dziś - oczywiście jeszcze w małym stopniu - w nawożeniu pól. Lotnictwo może i powinno pomagać nam żyć coraz lepiej. Ten wielki rozwój lotnictwa polskiego - wynik serdecznej troski i opieki naszej partii i rządu nad lotnikami, rozbudowy naszego przemysłu lotniczego - przyciąga do lotnictwa coraz więcej młodzieży; wielu młodych umiłowało żeglugę powietrzną. Państwo nasze czyni wszystko, aby młodzież mogła te pragnienia urzeczywistniać.
Z perspektywy czasu język ówczesnej propagandy wzbudza ironiczny uśmiech, podobnie jak wspomnienie słynnej walki ze stonką, do której startowały niewątpliwie także samoloty z podrzeszowskiej Jasionki. We wczesnym PRL-u ów szkodnik, zwany „pasiastym dywersantem” lub „żukiem Kolorado” stał się uosobieniem niecnej walki toczonej z socjalizmem przez amerykańskich imperialistów, zrzucających robactwo do polskiego Bałtyku i na polskie pola.
Oficjalnie pierwszy Zespół Lotnictwa Sanitarnego (po części nawiązujący do tradycji powołanej 17 marca 1927 roku z inicjatywy ministra spraw wewnętrznych gen. Felicjana Sławoja Składkowskiego Sekcji Lotnictwa Sanitarnego) utworzono w grudniu 1955 roku. Z czasem ZLS-y powstawały w kolejnych, ówczesnych województwach, w Rzeszowie (obejmując cały teren Polski południowo-wschodniej) 10 listopada 1956 roku.
Pierwszym samolotem wykorzystywanym do celów sanitarnych na Jasionce była maszyna S-13 o znakach rozpoznawczych SP-AXO, zakupiona ze środków Ligi Lotniczej województwa rzeszowskiego. S-13 wywodził się z konstrukcji wielozadaniowego CSS-13, był w zasadzie jednak zupełnie nowym samolotem, specjalnie opracowanym w 1953 roku w Płatowcowym Biurze Konstrukcyjnym Instytutu Lotnictwa pod kierownictwem Tadeusza Sołtyka. Chorego, umieszczonego na noszach, transportowano w specjalnej gondoli ulokowanej na kratownicy kadłuba. Gondola była pokrywą z zawiasami, odchylaną na bok dla załadunku i wyładunku chorego. Osłaniała zarówno pacjenta jak i lekarza. Jej przednia część była oszklona i dodatkowo odsuwana po prowadnicach z tyłu. Samolot zaopatrzony był w podręczną apteczkę i aparaturę tlenową.
Pierwszym pilotem sanitarnym na Jasionce był Zdzisław Stachiewicz, instruktor z Aeroklubu Rzeszowskiego, pierwszym mechanikiem zaś Stanisław Sala. Wkrótce zespół powiększył się jeszcze o pilota Antoniego Marcinkowskiego (weterana Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii) oraz mechanika Czesława Kaziora z Aeroklubu Rzeszowskiego.
Początki lotnictwa sanitarnego były trudne i okazywały się nie lada wyzwaniem dla załóg. Kiepskie było rozpoznanie terenu na którym należało lądować, ze względu na słabą sieć dróg występowały trudności z koordynacją z karetkami pogotowia, często lądowano niemal po ciemku, w świetle nasączonych benzyną szmat lub nawet wystrzelonej rakiety. Mechanik Czesław Kazior wspominał jedną z pierwszych akcji ratowniczych, gdy trzeba było polecieć do Ustrzyk Dolnych dostarczyć krew dla pracowników leśnych, rannych w wyniku wybuchu miny:
- [Samolot - przyp. autor] wylądował w iście cyrkowy sposób, na takiej wąziutkiej półce, na zboczu stromego wzniesienia. Jak sobie przypomnę ten lot to jeszcze dziś czuję ciarki latające po grzbiecie, a przecież w niejednej trudnej sytuacji człowiek bywał. Oczywiście wystartowaliśmy też z tego mikroskopijnego poletka, kończącego się przepaścią... Współczesne lotniskowce mają dłuższe pole wzlotu, a i samoloty przecież nie te, co nasz poczciwy S-13. Ale wówczas byliśmy pionierami, a dla takich nie było rzeczy niemożliwych do wykonania!
Zastanawiające, ale temat lotniska w Jasionce rzadko pojawiał się na łamach prasy w latach 50. Zapewne wynikało to z jednej strony z posuniętych do granic absurdu względów bezpieczeństwa i szpiegomanii, z drugiej była to tak luksusowa forma transportu, że nie było potrzeby przedstawiania lotniskowej tematyki szerokim masom. Notki pojawiały się, jak już, chociażby przy okazji powitań i pożegnań znanych lub w jakiś sposób zasłużonych osób. Oto na przykład 17 sierpnia 1955 krótkiej informacji ze zdjęciem na 1 stronie „Nowin Rzeszowskich” doczekał się powrót z Warszawy rzeszowianki, mistrzyni świata w łucznictwie Katarzyny Wiśniowskiej. Ówczesny organ Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej donosił:
- W poniedziałek 15 bm. przyleciała samolotem z Warszawy mistrzyni świata w łucznictwie mieszkanka Rzeszowa i zawodniczka Budowlanych Katarzyna Wiśniowska. Wraz z nią przyleciał jej trener ob. Gromski. Na lotnisku mistrzynię powitał wiceprzewodniczący WKKF [Wojewódzkiego Komitetu Kultury Fizycznej - przyp. autora] - Rzeszów tow. Piwiński oraz przedstawiciele koła sportowego Budowlani.
Dla ówczesnego Rzeszowa sportowe wyczyny czterokrotnej mistrzyni świata, były powodem do dumy, ale przy okazji również nie lada atrakcją, skoro następnego dnia po jej przylocie z Warszawy zgotowano jej fetę podczas międzynarodowego spotkania piłkarskiego pomiędzy drużynami północnokoreańskiego Phenianu oraz Rzeszowa oglądanego przez 8 tysięcy osób. Ówczesne „Nowiny Rzeszowskie” odnotowały na swych łamach, na 1 stronie, także fakt, że na Jasionce, 26 września 1957, miał wylądować specjalny samolot z żużlowcami norweskimi, mającymi, jeszcze tego samego dnia mająca rozegrać zawody z zespołem Polskiego Związku Motorowego - Białe Orły. Przylot opóźnił się o jeden dzień w związku z żałobą narodową po śmierci króla Norwegii Haakona VII.
Wszelkie inne wydarzenia związane z podrzeszowskim lotniskiem w latach 50. XX wieku przyćmione zostały jednak wielką polityką. Oto 20 lipca 1959 roku Rzeszów odwiedził w ramach „braterskiej wizyty” przywódca Związku Radzieckiego Nikita Chruszczow. „Nowiny Rzeszowskie” witały „wielkiego brata” rosyjskojęzycznymi pozdrowieniami na 1 stronie.
Jasionka nigdy wcześniej nie widziała takich tłumów ludzi. Na powitanie Chruszczowa ściągnięto młodzież szkolną i pracowników wszystkich zakładów pracy. Radzieckiego przywódcę miały witać tysiące rozentuzjazmowanych, a jakże, mieszkańców na całej trasie przejazdu z udekorowanego flagami portu aż do Rzeszowa. Oficjalni sprawozdawcy ze szczegółami relacjonowali jak to punktualnie o 11.15 wylądowała maszyna:
- Otwierają się drzwi samolotu. Ukazuje się tow. Chruszczow. Jest w jasnym garniturze, w ręku słomkowy kapelusz, W klapie najwyższe odznaczenia państwowe ZSRR. Za nim Wł. Gomułka. Rozlegają się gorące brawa. N.S. Chruszczow serdecznie się uśmiecha, przyjmuje kwiaty z rąk harcerzy. W tym momencie w górę wznoszą się setki gołębi.
Wielka pompa na lotnisku zorganizowana została zgodnie z ówczesnymi zwyczajami: hymny Związku Radzieckiego i Polski, kwiaty, orkiestra, „spontaniczne”, chóralne „sto lat”, okrzyki na część Chruszczowa, Gomułki, Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego i PZPR oraz przemówienia oficjeli. I sekretarz partii na Rzeszowszczyźnie Władysław Kruczek mówił o rewolucyjnych tradycjach regionu, Chruszczow przypominał, że na tej ziemi zginął wspólny bohater, gen. Karol Świerczewski, zabity w 1947 roku w zasadzce UPA w Bieszczadach.
W kawalkadzie aut, w odkrytym samochodzie miejsca obok siebie zajęli Chruszczow, Gomułka i Kruczek. Trasa wiodła przez Trzebownisko, gdzie zamontowano bramę triumfalną w postaci chłopskiej, słomianej strzechy i napisem „Chłopi ziemi rzeszowskiej serdecznie witają drogich gości”. W pewnym momencie samochód, także zapewne „spontaniczne” zatrzymany został przez tłum wiwatujących, witających Chruszczowa chlebem i solą. Na trasie do WSK tysiące ludzi, często w ludowych strojach. W Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego miała miejsce kolejna masówka, po czym nastąpił przejazd, znów wśród szpalerów tysięcy ludzi do zamku w Łańcucie. „Nowiny” entuzjastycznie pisały, że miejsce które dawniej były zarezerwowane dla koronowanych głów, teraz gości przywódców międzynarodowego proletariatu. Po godzinie 17 cała delegacja znów ruszyła w kierunku Jasionki, skąd Chruszczow ze świtą odleciał do Warszawy.
***
W latach 50. XX wieku Jasionka na trwałe zaistniała na lotniczej mapie Polski. Co ważne znaczenie portu lotniczego dostrzegły także władze. W przygotowanych w 1957 roku „Planach perspektywicznych Rzeszowa na lata 1958-65 oprócz prognozy powiększenia liczby mieszkańców (z 52 550 w roku 1955 do 74 tysięcy w 1965), znalazły się zapowiedzi rozbudowy lotniska w Jasionce i uczynienia z niego portu zapasowego dla zagranicznych tras południowych „LOT" oraz... przygotowania lądowiska helikopterów obok gmachu Wojewódzkiej Rady Narodowej (dzisiejszego Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego". O ile lądowisko pozostało w sferze planów, o tyle w kolejnych latach Jasionka rzeczywiście miała zacząć się rozwijać. Ale to już opowieść na kolejny odcinek naszego cyklu poświęconego historii rzeszowskiego portu.
Szymon Jakubowski
Podkarpacka Historia
nr 37-38 styczeń/luty 2018 r.
Fot. Port Lotniczy Rzeszów-Jasionka, „Skrzydlata Polska”, „Ludzie i samoloty”.
Jasionka archiwum