Mikołaj Spytek Ligęza z Bobrku herbu Półkozic był najstarszym synem Mikołaja kasztelana wiślickiego i Elżbiety z Jordanów. Był kasztelanem sandomierskim i żarnowskim, starostą czechowskim, żydaczowskim, bieckim i ropczyckim, a w czasie rokoszu Mikołaja Zebrzydowskiego i wojny o sukcesję szwedzką stronnikiem króla Zygmunta III Wazy. Był bardzo aktywnym posłem na sejm, a jego mowy sejmowe zostały wydane drukiem.
Po rodzicach odziedziczył ogromne włości, w skład których wchodziły Gorzyce, Dąbrowa (Tarnowska), Skotnik, Głowów (dzisiejszy Głogów) i Sędziszów, które pomnożył jeszcze drogą zakupów, a także dzięki wianom, jakie wnosiły jego trzy kolejne małżonki. Z ręką Zofii Rzeszowskiej w 1580 roku otrzymał dobra rzeszowskie, czyli miasto i kilkanaście okolicznych wsi. Po jej śmierci ożenił się z Elżbietą (Halszką) Kormanicką wdową po Adamie Rzeszowskim, a po niej około 1625 roku z Zofią Krasińską, wraz z ręką której otrzymał klucz dóbr, którego centrum stanowiło Krasne koło Rzeszowa.
Nie gardził także powiększaniem majątków prawem – czyli drogą procesów sądowych, jak i lewem, czyli metodą zajazdów i wojen z sąsiadami. Jako dobry i troskliwy gospodarz starał się o nadanie miastu charakteru obronnego, przeto wybudowany przez siebie kościół oo. Bernardynów - mauzoleum rodowe Ligęzów - umocnił, umieszczając tuż poniżej dachu otwory strzelnicze. Także obronną była synagoga staromiejska. Poza tym miasto otoczone było wodami Wisłoka, Mikośki i Przyrwy, które płynęły przez bagna i moczary. Ze względu na szczupłość miejsca na terenie Starego Rzeszowa podjął budowę Nowego Miasta, które zamieszkiwała społeczność żydowska, a które po jego śmierci rozbudowali Lubomirscy, włączając je w system obronny Rzeszowa. Wspierał i finansował rozbudowę miasta, między innymi odbudował po pożarze kościół farny i ratusz. Rozwijał handel bydłem i zbożem, które spławiał Wisłokiem tratwami do Gdańska. W Rzeszowie na Podpromiu uruchomił pal, czyli port rzeczny z magazynami i całą infrastrukturą nadrzeczną. W swoich dobrach dbał o szlaki komunikacyjne, remontował drogi i budował mosty. Był niezwykle hojny jak na owe czasy dla swoich poddanych i ludzi biednych. Tak bogaty magnat, o ogromnych wpływach politycznych potrzebował odpowiedniej oprawy dla swojej osoby, a cóż innego jak nie obronny, wspaniały zamek taką oprawę mógł stanowić. Przeto na wysokiej skarpie nad rzeką Wisłok polecił wznieść odpowiednią dla siebie siedzibę. Rozpoczęto prace budowlane. Wykopano fundamenty i murowano piwnice i podziemne sklepy (1).
A że Pan Mikołaj był dobrym, choć troszkę przesądnym gospodarzem, więc wzorem rzeszowskich mieszczan i okolicznych chłopów, postanowił sprawić, aby w jego domu mieszkał zawsze dostatek i bogactwo. Przeto w mur zamkowej wieży cegłę ze złota wmurował, podobnie jak gospodyni w kurzym gnieździe jajko, tak zwany "pokładek" kładzie, by do niego innych jajek kury donosiły, jak ci Rzeszowianie, którzy grosik w portfelu trzymają, by inne pieniążki przyciągał i by ich nigdy nie brakło.
Panu Mikołajowi majętności przybywało i nawet napady Stadnickiego Łańcuckiego diabła, bratanka Andrzeja z Boguchwały, wówczas Pietraszówką zwanej czy najazdy Tatarów majętności jego nie uszczupliły. Mury rzeszowskiego zamku rosły, komnaty piękniały zawieszone na ścianach piękne obrazy i ustawione rzeźby świadczyły o guście i zamożności gospodarza. Nie dane było Mikołajowi Spytkowi Ligęzie doczekać zakończenia budowy i zobaczyć dom swoich marzeń. Przeto w testamencie żonie swojej by „...zamku domurowała i Ligęzowem nazwała”.
Marek Czarnota