Data wydruku: 2026-04-01 11:16:19

Urząd Miasta Rzeszowa

e-mail: umrz@erzeszow.pl www: erzeszow.pl

Rzeszowskie historie i historyjki

Plac Bernardyński - Sokoła - miejsce cudami sławne

Gmach Sokoła
Gmach Sokoła
Klasztor oo. Bernardynów
Klasztor oo. Bernardynów

„...Roku Pańskiego 1513 dnia 15 sierpnia (...). Na tem miejscu, na którem jest kościół OO. Bernardynów mieszkał niejaki Jakób Ado (nie Ado a Dado tak twierdzi Pęckowski) z urodzenia ubogi kmiotek, z cnoty znamienity człowiek. Ten, gdy się po sadzie swoim wieczór przechodzi w dzień Wniebowzięcia Matki Boskiej, z nagła obaczy światłość otaczającą gruszkowe drzewo, i uważa szum z liścia drzewa owego, bojaźnią zdjęty, przystąpi bliżej i głos słyszy: Nie bój się, chcę ja na tym miejscu chwałę Syna mojego widzieć i pociechy dodać utrapionym. A że blisko drzewa było jego mieszkania, słyszeli ten głos i inni, lecz gdy Jakób powiedział, co się dzieje, wybiegli wszyscy i obaczyli na gruszce obraz, to jest statuę z drzewa rżniętą Najświętszej Maryi piastującej Syna na lewej ręce a w prawej berło królewskie trzymającej...”
(„Historia zjawienia się statuy...” Rzeszów 1765)

W wieku XVI i dawniej w miejscu dzisiejszej ulicy Sokoła i Placu Bernardyńskiego teren był podmokły, z licznymi stawami przy mieszczańskich ogrodach. Jednym z owych mieszczan był Jakub Ado, który w miejscu cudownego objawienia w roku 1513 kapliczkę postawił. Ale pojawia się problem, jako że w czasach owych żaden Ado w Rzeszowie nie mieszkał, za to rzeszowskim mieszczaninem był Jakub Dado i być może o niego tu chodzi, a litera „d” w jego nazwisku zanika bo inkaust wyblakł, czy też skryba, jak każdy człowiek omylnym będąc błąd popełnił.

Potem obok kapliczki pobudowano drewniany kościółek, a na miejscu owego kościółka Mikołaj Spytek Ligęza na chwałę Matki Bożej, a także dla chwały rodu swego kościół murowany, jako mauzoleum Ligęzów pobudował, a w nim klęczące postacie antenatów i swoją także umieścił. Wielki ołtarz alabastrowo-marmurowo-drewniany autorstwa Jana Pfistera ufundował i całość Ojcom Bernardynom aktem donacyjnym z 25 marca 1629 roku przekazał. A że Jaśnie Oświecony Pan Mikołaj człekiem ostrożnym i gospodarnym był, przeto kościół i klasztor bastionem obronnym uczynił, czego dowodem są liczne strzelnice tuż poniżej dachu umieszczone. Także i rzekę Mikośkę w obronnej robocie zatrudnił zmieniając jej koryto i tuż obok OO. Bernardynów staw wielki wody tej rzeki gromadzący uczynił, który, aż po wiek XX Jeziorem Bernardyńskim był nazywany.

A co z kapliczką, o której było na wstępie? Przyjrzyjmy się planowi Kapitana Henryka Wiedemanna z 1762 roku, a dla wiedzy rzeszowian i turystów na ścianie na początku ulicy Sokoła w roku ubiegłym uczyniony został. Jest wszystko! Kościół i klasztor, plac i ulica przed kościołem, staw z pływającymi kaczkami, dwie ścieżki, które w późniejszych czasach na ulice Sokoła ku farze idącą i Sobieskiego zamieniono, a u ich zbiegu kapliczka z utrudzonym wędrowcem w jej cieniu wypoczywającym. Dlaczego aż tyle o kapliczce, czyżby była ona aż tak ważna?

W polskiej tradycji objawień tak zwanych nadrzewnych, w miejscu, gdzie drzewo owo stało, kapliczkę budowano. Tak jest w około pięćdziesięciu przypadkach np.: Jarosławiu, Chłopicach, Starej Wsi, Świętej Lipce, Licheniu, Leżajsku, Gietrzwałdzie i innych. Podobnie było i w Rzeszowie. A potem kapliczka rozpadła się ze starości, a jej miejsce zajęła figura Jana z Dukli, błogosławionego bernardyna, obrońca Lwowa, którego kult rzeszowscy ojcowie po beatyfikacji tegoż szerzyli, a którego Ojciec Święty Jan Paweł II w Krośnie w roku 1997 świętym ogłosił. W roku 1898 kiedy rekoronowano Rzeszowską Madonnę, (poprzednie korony zostały skradzione), w tym miejscu postawiono figurę Matki Bożej, z napisem na cokole „Królowo Polski zbaw lud Twój”. A św. Jana przeniesiono obok kaplicy z cudowną figurą Matki Boskiej Rzeszowskiej, którą osłaniał w czasie II wojny światowej przed bombardowaniem, tracąc ramię.

Okupant figurę i napis oszczędził, dopiero w latach 60-tych „z powodu socjalizmu”, bo nie z przyczyn komunikacyjnych - jak tłumaczyli niektórzy - została przeniesiona wraz ze św. Janem Duklanem pod klasztorny mur, gdzie za kioskiem, w krzakach małowidoczna stała. Grupka Rzeszowian między innymi: Jerzy Granowski, Jerzy Rudolf, Marek Strączek i piszący te słowa, czynili starania o jej powrót na dawne miejsce!

Figura wróciła przed „Zaliczkówkę”, czyli budynek Towarzystwa Zaliczkowego i Kredytowego. Towarzystwo to zostało powołane przy wydziale Rady Powiatowej 15 grudnia 1870 roku. Przyczyn powołania tej kasy było kilka. Rzeszów stał się powiatem, przez miasto przechodziły dwie nitki kolei żelaznej i zaczęło być opłacalne inwestowanie w mieście. Na 25-lecie Towarzystwa uchwalono budowę własnej siedziby. Od Józefy Magierowej zakupiono realność, czyli działkę, wybudowano gmach o trzech frontach i w 1899 roku Towarzystwo wprowadziło się do niego. W czasie II wojny światowej był tu Bank Spółdzielczy, a po wojnie prokuratura. Nie remontowany budynek uległ znacznej dewastacji. Autorem koncepcji remontu i przystosowania go do funkcji nowoczesnego banku jest architekt Czesław Wajdowicz. Obecnie budynek wygląda imponująco, w miejsce wytartych stopni z piaskowca - marmur, przeszklony strop nad dawnym dziedzińcem, odnowiono i zakonserwowano grafitta na elewacji i polichromowany strop jednej z sal.

Tuż obok „Zaliczkówki”, po drugiej stronie ulicy (Sokoła 5) stoi willa Holzerów, zwana w Rzeszowie holzerówką, która przyczyniła się do popularności tego rzeszowskiego rodu budowniczych. Najstarszy z Holzerów, Baumeister Jakób absolwent Instytutu Politechnicznego w Wiedniu na budowlańców wykształcił we Lwowie swego syna Ludwika i wnuka Karola. W ich klasycystycznym domu obecnie mieści się dyrekcja Teatru im. Wandy Siemaszkowej.

Przechodząc w kierunku teatru napotykamy rzeźbę rzeszowskiego artysty Krzysztofa Brzuzana, którą niezbyt fortunnie nazwano „Siemaszkami”.

Budynek teatru to dawna „Sokolnia”, czyli gmach Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” zbudowany według projektu Albina Zagórskiego w latach 1890-1900 na terenie zwanym Relówką. Elewację projektował Franciszek Skowron, ale w trakcie przebudowy w latach 60-tych zniszczono dawny wystrój kładąc na dachu dwie „śpiące królewny”, a nad drzwiami umieszczając człekokształtne trofeum łowieckie tyle że bez rogów. Obecnie dzięki kolejnemu remontowi przeprowadzonemu przez dyrektora teatru Zbigniewa Rybkę i projektowi Wrzesława Żurawskiego budynkowi przywrócono pierwotny wystrój.

Kiedyś, w Sokole nad sceną umieszczone było hasło Towarzystwa: ”Ramię krzep, Ojczyźnie służ”. Dobrze rzeszowscy sokoli służyli Ojczyźnie propagując kulturę, sport i idee niepodległościowe. Obok sokolni urządzono boiska, korty tenisowe i kręgielnię. Rzeszowscy sokoli uprawiali gimnastykę, piłkę nożną i kolarstwo. Początkowo jeżdżono na bicyklach, by później zamienić je na rowery. W zimie staw w ogrodzie Sokoła i korty tenisowe zamieniały się w lodowiska. Po wojnie także na tym miejscu było lodowisko, a na nim – między innymi i mnie - nauki holendrowania uczył znany w Rzeszowie sportowiec wszechdyscyplin Ignacy Skobla. Pamiętam, jak na tym lodowisku z głośników płynęła muzyka, a w szatni za 20 groszy można było otrzymać szklankę gorącej herbaty. W sokolni w karnawale urządzano bale, zabawy, reuniony, tombole i maskarady. Tutaj także odbył się w 1895 roku zjazd założycielski Polskiego Stronnictwa Ludowego i zebranie organizacyjne rzeszowskiego skautingu zwołane w 1911 roku, upamiętnione tablicami pamiątkowymi na frontonie budynku. Mieści się tu także autorska galeria prof. Józefa Szajny – rzeszowianina z urodzenia i ratowane przed zniszczeniem pamiątki po Tadeuszu Kantorze, przywiezione z Wielopola Skrzyńskiego. Po wojnie decyzją administracyjną rozwiązano Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. Jego ostatni prezes Władysław Waller próbował interweniować, ratować mienie, dorobek i zbierać rozproszonych działaczy, ale w UB wytłumaczyli mu bezsensowność i bezcelowość takich działań. Sprzęt sportowy przekazano głównie Resovii, a także innym klubom miejskim.

Spod teatru południową pierzeją ulicy, mijając kilka nieciekawych i banalnych budynków, dochodzimy do Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej (Sokoła 13). Jej gmach został wybudowany jako siedziba Rady Powiatowej.
Po powołaniu w Rzeszowie urzędu starosty, nowa władza nie miała gdzie urzędować, początkowo starostwo mieściło się w budynku klasztory popijarskiego, a pod koniec wieku XIX marszałek Powiatu Stanisław Jędrzejowicz zakupił odpowiedni plac i podarował go powiatowi rzeszowskiemu. Projekt budynku zlecono znakomitemu krakowskiemu architektowi Tadeuszowi Stryjeńskiemu. Ożeniony on był z pochodzącą ze Staromieścia Marią Bobrownicką. Na naszym terenie projektował on wiele dworów i miał tu licznych przyjaciół. Budowę gmachu ukończono w 1902 roku. Do dzisiaj zwraca on uwagę swą urodą i elegancją. W czasie wojny hitlerowcy zorganizowali w nim Arbeitsamt, czyli urząd pracy, który między innymi wysyłał młodzież na roboty do Rzeszy. Od roku 1955 znalazła w nim siedzibę Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna. Ponieważ opisywany gmach kubaturę ma stałą, a zbiory biblioteczne rosną w szybkim tempie, więc panuje tam ciasnota taka, że studiująca młodzież musi czekać w kolejce na miejsce w czytelni, a o ciasnocie w magazynach strach wspominać. Jedynym rozwiązaniem tego problemu jest dobudówka, zlokalizowana: oczywiście na terenie dawnego „Ogrodu Sokoła”. Dodam tylko, że znajdują się w tejże bibliotece wspaniałe zbiory resovianów i galicjanów, których pełny spis podaje co roku „Bibliografia Województwa Rzeszowskiego”, przez tąż bibliotekę wydawana.

Budynek ten, kiedyś wolnostojący, z pięknym frontem, był ostatnią budowlą miasta od strony zachodniej.

Marek Czarnota