Data wydruku: 2026-04-02 07:04:53

Urząd Miasta Rzeszowa

e-mail: umrz@erzeszow.pl www: erzeszow.pl

Rzeszowskie historie i historyjki

Serce Maryni

Serce Maryni
Serce Maryni

Do przysłowia przeszła osoba zwana Serce Maryni. Pochodziła z Czudca, nazywała się Maria Poręba.

W młodości dorabiała posługami u bogatych gospodarzy i rzeszowskich mieszczan. Zamieszkała w Rzeszowie. Była bardzo popularna ze względu na barwność i oryginalność strojów. Właśnie z powodu owych cudacznych strojów, matki córek, które ubrały się niezgodnie z matczynymi kryteriami estetycznymi mówiły do swych pociech: „Wyglądasz jak Serce Maryni”. Nosiła kapelusze przystrojone kwiatami i wstążkami, suknie w krzyczących jaskrawych barwach, na które nakładała czasem koronkowe mantylki, miała niciane rękawiczki, przeróżnej wielkości i urody torebki, a w pasie przepasywała się wstążką.

Jedynie raz zapamiętano Serce Maryni w głębokiej żałobie, w czarnym kirze, czyli kostiumie, w czarnym kapeluszu z czarnym, gęstym woalem i w czarnych rękawiczkach. Było to po śmierci Marszałka Piłsudskiego i prawdopodobnie ktoś ubierając ją tak pozbył się zalegającego szafę stroju, a Maneczka ubrana była stosownie do okoliczności. Gawiedź dokuczała jej pokrzykując „Serce Maryni ja cię kocham, a ty śpisz”.

Była bardzo niskiego wzrostu, a jej słabostką była mania wielkości. Koligacje jej zmieniały się różnie, w zależności od nastroju. Twierdziła, że jest spokrewniona z dworami rumuńskim i angielskim. Oczekiwała na przylot samolotu, który ją zabierze w odwiedziny do koronowanych krewnych. Początkowo dorabiała posługami, później utrzymywali ją dobrzy ludzie, nigdy nie żebrała, mieszkała w przytułku im. Mikołaja Spytka Ligęzy. Twierdziła, że Potocki zostawił jej majątek, ale jeden z rzeszowskich notabli pozbawił ją tego majątku. Przychodziła często do państwa Gottmanów, siadała w kuchni, dostawała posiłek, rozmawiała, uważana była za osobę sympatyczną. Chodziła tylko do niektórych domów. Opowiadała, że córka jednych państwa u których bywa maluje jej portret. Pani Janina Gottman wspomina, że przez jej matkę traktowana była ciepło i z sympatią. Nazywana była Maneczką i tak też o sobie mówiła. Gdyby nie dziwaczny strój można było by ją uznać za osobę zupełnie normalną. Była skromna, nigdy nie była nachalna. O ludziach u których bywała, mówiła z sympatią, opowiadała o wydarzeniach w mieście, nie była złośliwa, była bardzo ambitna i uprzejma. Po drugiej wojnie często przychodziła na plac targowy. Zaczepiana przez młodzieńców rzeszowskich opowiadała o angielskim królu Edwardzie, który się w niej kocha, z torebki wyjmowała listy od tegoż króla i na głos je odczytywała.

Przed wojną Pani Janina Gottman sfotografowała ją na balkonie kamienicy przy ulicy Matejki, a jej brat pan Jerzy w 1951 roku wykonał zdjęcie Maneczki w bramie tej kamienicy. Po likwidacji domu opieki im Mikołaja Spytka Ligęzy wyjechała do domu opieki społecznej do Jarosławia lub Przemyśla, gdzie znacznie przekroczywszy osiemdziesiątkę zmarła. Już po jej śmierci pani Krystyna Suss-Aksamit namalowała ze zdjęcia znajdującego się w zbiorach muzealnych w 1992 roku portret Maneczki. Wzbogacił on kolekcję resovianów tego muzeum o wizerunek postaci charakterystycznej dla pejzażu dawnego Rzeszowa.

Marek Czarnota