2016 r.

Spiral

Pastelowa i świeża - tak o nowej płycie „Bullets” rzeszowskiej grupy SPIRAL mówią jej liderzy: Urszula Wójcik i Mateusz Mazur. Płyta ukaże się w połowie października, a ci którzy już ją słyszeli twierdzą, że to kolejny świetny album w dorobku zespołu.

Podczas naszej ostatniej rozmowy przy okazji premiery „Cloud Kingdoms” padła kwestia promocji Waszej muzyki za granicą. Czy otrzymywaliście sygnały o tym, że była tam słuchana?

Zagraniczne portale branżowe bardzo polubiły tę płytę. W serwisie Arctic Drones otrzymaliśmy za nią bardzo wysokie noty. Utwory z płyty były wymieniane wśród najlepszych kawałków 2014 roku. Jesteśmy zadowoleni z przyjęcia. Planowaliśmy trasę zagraniczną, jednak takie przedsięwzięcie to naczynia połączone. Jeżeli „posypie” się jedna rzecz, wali się wszystko. Po premierze nowej płyty dołożymy jeszcze większych starań, żeby się wreszcie udało pograć więcej za granicą.

Ula, na nowej płycie zaczęłaś śpiewać po polsku i świetnie Ci to wychodzi. Skąd ta decyzja?

U: Zapadła w sposób organiczny i spontaniczny. Nie planowałam tego. Kiedy pisaliśmy utwór „Milky Polsky” i chłopcy jammowali, jak zazwyczaj pojawił mi się w głowie ogólny zarys i cały czas próbowałam napisać coś po angielsku, ale nie mogłam się w tym odnaleźć. Kiedy dopracowywaliśmy kawałek na kolejnej próbie, pojawił się w mojej głowie wers po polsku. Było to o tyle dziwne, że zawsze piszę po angielsku i staram się myśleć po angielsku, kiedy słyszę nowy utwór, a ten od początku zabrzmiał mi po polsku (śmiech). To dla nas niecodzienna sytuacja, bo ostatni utwór po polsku zrobiliśmy chyba w 2006.

A propos tego jammowania, czy tak zazwyczaj wygląda u Was proces komponowania?

M: Przy poprzedniej płycie siedzieliśmy w studiu i pisaliśmy muzykę, komponowaliśmy. Przy nowej płycie bywało różnie. Niektóre utwory powstały podczas jammów, inne zostały napisane wcześniej. Jedynym założeniem było nagranie materiału „na setkę”, łącznie z elektroniką. Wszystko po to, żeby było słychać interakcję między nami i czuć energię, która przepływała podczas nagrywania.

No to jaki jest ten nowy krążek?

„Bullets” to kontynuacja drogi, którą obraliśmy na poprzednich albumach, ale mam wrażenie, że jest bardziej świeży i pastelowy. Te słowa przychodzą mi na myśl, kiedy o nim myślę. Jest też bardziej minimalistyczny. Z pewnością jest to dla nas krok do przodu. Jesteśmy bardziej dojrzali muzycznie.

Czy będąc zespołem alternatywnym przy kolejnej płycie jest łatwiej czy trudniej? Czy coraz więcej ludzi szuka, sięga po wydawnictwa, których nie ma w głównym obiegu, czy raczej fala disco polo zbiera swoje żniwa?

Kiedy zaczynaliśmy, trafiliśmy chyba na koniec apogeum słuchania muzyki w sposób tradycyjny. W 2006 roku organizowaliśmy koncerty w nieistniejącym już od dawna klubie „Rejs”. Na pierwszy koncert zaprosiliśmy kilka kapel i sprzedaliśmy 300 biletów. Teraz sprzedanie takiej ilości to dużo trudniejsze zadanie. Wtedy ludzie chętniej przychodzili na koncerty. Nie było Facebooka, YouTube raczkował. Panował inny klimat, jeżeli chodzi o odbiór muzyki. Czas naszej największej aktywności Spirala to niestety moment załamania się rynku koncertowego. Mieliśmy przez to pod górkę, ale dzięki temu, że na samym początku dostaliśmy tak pozytywnego kopa, udało nam się przetrwać. Mam wrażenie, że obecnie ludzie zaczynają dochodzić do mądrych wniosków, to znaczy, że jeżeli całkiem oleją muzykę i kulturę, której nie ma w mainstreamie, spowoduje to jej zanik. Część odbiorców rozumie, że warto kupić płytę czy pójść na koncert mniej znanego, ale prezentującego wysoki poziom wykonawcy i że nie wszystko musi być za darmo.

Czy bycie zespołem niemożliwym do zaszufladkowania utrudnia funkcjonowanie?

Nie robiliśmy badań rynku (śmiech), ale wydaje mi się, że nasi słuchacze są otwarci na różne rodzaje muzyki. Jest grono osób, które kocha muzykę w ogóle. Ta eklektyczność to jest trochę nasza klątwa, ale też powód do dumy. Nie tkwimy w jakimś jednym konkretnym gatunku i przez to jesteśmy za bardzo rockowi dla elektroniki i odwrotnie. Śpiewała o tym kiedyś Nosowska i Hey. To jest ok, bo tego typu zespołów nie ma zbyt wiele. Od początku chcieliśmy robić muzykę, która się nam podoba, bez zastanawiania się, w jaką stronę to idzie. W zespole nie ma lidera, przez co każdy dodaje coś od siebie, a każde z nas ma trochę inne muzyczne upodobania.

Wasza muzyka może być wizytówką Rzeszowa. Czy podejmujecie jakąś współpracę z lokalnymi ośrodkami kultury?

Większość rzeczy robimy sami. Nagrania, produkcja, wydawanie płyt. Z chęcią skorzystalibyśmy ze wsparcia jakichś instytucji kultury czy urzędów, ale nie mamy chyba na tyle determinacji i uporu, żeby przedzierać się przez te procedury. Oczywiście jesteśmy otwarci na współpracę. Koncertowaliśmy w wielu miejscach w kraju, nasza muzyka przebija się też powoli za granicą i wszędzie widnieje informacja, że jesteśmy zespołem z Rzeszowa. Cieszymy się, że ostatnio zostaliśmy zaproszeni do bycia headlinerami festiwalu Rockowyja.

Jak będzie wyglądała promocja płyty „Bullets”?

Mocno przyłożyliśmy się do promocji płyty. Po raz pierwszy powierzyliśmy te sprawy agencji, która zadba o to, żeby wieść o płycie dotarła do jak największej ilości słuchaczy. Utwory nagrane w języku polskim zostały ciepło przyjęte przez rozgłośnie radiowe. Płyta będzie w dystrybucji fizycznej i cyfrowej. Bardzo ważne będą też koncerty. Cały czas stawiamy na ewolucję a nie rewolucję w tej kwestii. Jesienią mamy zaplanowanych 12 koncertów, druga część trasy wiosną. Wtedy też popracujemy nad trasą zagraniczną. Po wszystkie szczegóły odsyłamy na www.spiral.pl i na nasz profil na Facebooku.

Rozmawiał BARTŁOMEJ SKUBISZ

Day&Night, październik 2016

Spiral, fot. Rafał Kret
Spiral, fot. Rafał Kret