Data wydruku: 2026-04-04 18:54:49

Urząd Miasta Rzeszowa

e-mail: umrz@erzeszow.pl www: erzeszow.pl

Z dawnego Rzeszowa - "Podkarpacka historia"

Katastrofa lotnicza nad Rzeszowem

Maszyna Junak-3
Maszyna Junak-3

Było kilka minut po trzynastej, sobotnie popołudnie. Zaintrygowani mieszkańcy i okoliczni działkowicze przyglądali się dwóm lecącym nad rzeszowskim osiedlem Piastów samolotom. Jedna z maszyn nagle zawadziła o drugą. Obie runęły na ziemię, między bloki. Zginęły trzy osoby, dwóch pilotów i mechanik.

Ówczesny kierownik rzeszowskiego Aeroklubu Roman Przepióra tak wspominał tragiczne wydarzenie w publikacji „Ludzie i samoloty. Jasionka” Juliana Woźniaka:

- Miałem wysłać dwóch pilotów do Białegostoku po dwa samoloty Junak-3. W tym samym czasie do Warszawy wyjeżdżali na egzaminy do „Lotu” – Leszek i Zdzisek (Leszek Kuciński i Zdzisław Piekarz – przyp. red.). Wyrazili chęć wydłużenia trasy i przyprowadzenia Junaków. Po odbiór techniczny maszyn wyjechał też Staszek Miazga. Uzgodniliśmy, że powrót nastąpi w przededniu pierwszomajowego święta. I tak też się stało. Około godziny trzynastej Junaki rzeczywiście pojawiły się nad lotniskiem. Ucieszyłem się, że przyleciały w samą porę, bo przygotowywaliśmy się właśnie do okolicznościowej akademii, z okazji Święta Pracy, a Leszek miał do niej wygłosić referat. W hangarze kończyliśmy ostatnie przygotowania…

„Dzwonią z milicji!”

W pewnej ktoś z osób krzątających się po budynku administracyjnym Aeroklubu Rzeszowskiego przeraźliwie krzyknął: - Samoloty zderzyły się nad miastem! Dzwonią z milicji! Kilka osób z Aeroklubu natychmiast wsiadło w samochód i ruszyło  w kierunku osiedla Piastów. Oddajmy znów głos, nieżyjącemu już niestety, Romanowi Przepiórze:

- Zobaczyłem przerażający obraz. Na podwórku małego domku przy ul. Krzywoustego, obok studni, leżały szczątki samolotu i dwa nadpalone ciała. W bliskiej odległości, między blokami, tuż obok piaskownicy, w której kilka chwil przed wypadkiem bawiły się podobno dzieci, wbity w ziemię  Junak Zdziśka. Obraz nie do zatarcia. Ogromny żal po kolegach, którzy mogli przecież żyć, znajdowali się dopiero u progu swej wielkiej lotniczej kariery… Przez długi, bardzo długi okres (…) nie daje mi spokoju myśl: Dlaczego podpisałem im delegację do Białegostoku?! Przecież mogli pojechać inni. Może by do tego nie doszło?

Tego feralnego dnia rzeszowskie osiedle Piastów tętniło życiem, pracownicy pobliskich zakładów WSK wracali ze zmiany do swych domów. Młodzież z przyzakładowego technikum uczestniczyła w próbie przed pochodem pierwszomajowym, który miał się odbyć na ulicach miasta następnego dnia.  Dzieci z osiedla bawiły się na podwórkach blokowisk ulic Chrobrego i Krzywoustego. Na boisku szkoły podstawowej rozgrywany był turniej piłki ręcznej i tam właśnie zgromadzonych było najwięcej ludzi. Nieopodal stadionu „Stali”, nad Wisłokiem krzątali się działkowicze.

Huk łamanej blachy

W pewnym momencie oczom mieszkańców ukazały się dwa samoloty, które z ogromną prędkością mknęły ku sobie. Była mniej więcej godzina 13:10, gdy nad osiedlem Piastów rozległ się huk łamanej i giętej blachy oraz żelaza. W pewnym momencie doszło do eksplozji oraz uderzenia dużego obiektu w ziemię, a następnie rozbicia na mniejsze fragmenty. Okazało się, że w powietrzu zderzyły się dwa samoloty „Junak-3”, które używane były do szkolenia pilotów. Obydwa wracały z Białegostoku do pobliskiej Jasionki, by tam zakończyć swoje loty.

Z informacji naocznych świadków wynika, iż jeden z samolotów przed uderzeniem w drugi, dokonał manewru na stosunkowo niskiej wysokości nad ziemią, który polegał na specyficznym machaniu skrzydłami. Jak się okazało pilot kierujący maszyną miał okazję zobaczyć swoją rodzinę na balkonie jednego z bloków przy ul. Chrobrego. Chcąc powitać żonę i małego wówczas syna, wykonał manewr, ale nie zauważył drugiej maszyny przed sobą. Usiłował wyprowadzić maszynę sadzając ją na podwórku bloku przy ul. Krzywoustego, stracił jedno ze skrzydeł, które zawisło na drutach telefonicznych, dokładnie nad dachem dawnego kiosku Ruch-u, a obecnie sklepiku warzywnego. Samolot uderzając o ziemię, roztrzaskał się na kawałki. Pilot, pracownik rzeszowskiego WSK, zginął na miejscu. Drugi szkoleniowy „Junak-3” kierowany był przez dwóch pilotów z rzeszowskiego aeroklubu. Po zderzeniu się odrzuciło ich maszynę na bok, a następnie runęli na ziemię w sadzie na obecnej ul. Dąbrówki. Samolot zapalił się w wyniku wycieku paliwa. Obaj piloci ponieśli śmierć na miejscu. Prawdopodobnie jeden z nich żył jeszcze po upadku na ziemię. Świadkowie próbowali otworzyć kokpit, w którym był uwięziony. Na próżno. Pilot spłonął żywcem.

https://www.podkarpackahistoria.pl